Wątki

Sample Form :

Widzisz odpowiedzi znalezione dla frazy: Etyka zawodowa




Temat: opiekowal sie serwerami w Erze , czytał sms szantażo wal


A etyka zawodowa w Waszym zawodzie ?


Jestem elektronikiem.
Zadnej tajemnicy powierzonej mi przez scalaki nie zdradze !

PS: A ty sie naucz odpowiadac na posty.

Wyświetl więcej odpowiedzi



Temat: "Sukcesy" polskich prawników
On Fri, 12 May 2006 17:54:56 +0200, Łysiejący <lysiejac@NAgazecie.pl 
wrote:


Massai popełnił(a):
[ciach bzdety]
prawnik z korporacji czy idiota?

zawod lekarza jest deczko bardziej wrazliwy na bledy w sztuce niz  
prawnika
- pacjent moze umrzec a nie np zbankrutowac czy stracic troche czasu
mimo to nie ma takich duzych trudnosci z zostaniem lekarzem - dla osoby
ktora tego naprawde chce - jak z dostaniem sie do palestry
watpie zeby etyka zawodowa wsrod obecnych prawnikow byla wyzsza niz u
lekarzy, mimo ze ci drudzy nie maja samorzadu ktory by tak skutecznie
blokowal dostep do zawodu dla "niegodnych"
ten zawod powinien zostac otwarty - w ten czy inny sposob - ale nie na
papierze a w praktyce tak zeby mozna bylo mowic o jakiejkolwiek  
konkurencji
i pluralizmie - czemu monopol tpsa, ms czy google jest krytykowany, a
podobny lub nawet gorszy stan w usługach prawniczych jest zaciekle  
broniony
przez samozwańczych "straznikow jakosci"?


Hipotetyczne oświadczenie MS:

"Owszem, to my ustalamy kto może produkować systemy operacyjne. Robimy  
tak, by zachować jakość produktów dostępnych na rynku. Proszę sobie  
wyobrazić co by się stało, gdyby każdy domorosły progamista mógł napisać  
własny system i wypuścić go na rynek. Jakość i bezpieczeństwo znacznie by  
się pogorszyły.

Produkcja systemów operacyjnych jest kluczowa dla dzisiejszej gospodarki  
opartej na wiedzy i informacji; jest to w zasadzie branża zaufania  
publicznego. Czy naprawdę powinniśmy wpuszczać na ten rynek każdego, kto  
chce w nim uczestniczyć? Firma Microsoft wyraźnie się temu sprzeciwia,  
mając na uwadze jakość świadczonych usług i bezpieczeństwo użytkowników".

Już widzę reakcję na takie bzdety. Ciekawe, że prawnikom udaje się kogoś  
przekonać do takich pierdół.

Wyświetl więcej odpowiedzi



Temat: "Sukcesy" polskich prawników


Łysiejący wrote:
Massai popełnił(a):
[ciach bzdety]
prawnik z korporacji czy idiota?


Jeśli zastrzegasz sobie prawo do błędów, to nie nazywaj innych
idiotami, bo bzdury opowiadasz niemożebne, i widać że twoja wiedza
oparta jest o
"słyszałem jak dziadek przeczytał w gazecie".


zawod lekarza jest deczko bardziej wrazliwy na bledy w sztuce niz
prawnika - pacjent moze umrzec a nie np zbankrutowac czy stracic
troche czasu mimo to nie ma takich duzych trudnosci z zostaniem
lekarzem - dla osoby ktora tego naprawde chce


Buehehe, dostań się na specjalizację - to jest odpowiednik aplikacji,
nie studia medyczne.
Żeby ci nie było za trudno, to nie musi to być od razu dermatologia,
kardiologia interwencyjna, endokrynologia czy ginekologia. Na te to
musisz mieć medycynę w genach, a rodziców - przynajmniej jednego -
ordynatora. Dobrze byłoby gdyby był w wybranej specjalizacji.


- jak z dostaniem sie
do palestry watpie zeby etyka zawodowa wsrod obecnych prawnikow byla
wyzsza niz u lekarzy, mimo ze ci drudzy nie maja samorzadu ktory by
tak skutecznie blokowal dostep do zawodu dla "niegodnych"


Doczytaj, mariano italiano.


ten zawod powinien zostac otwarty - w ten czy inny sposob


hehe, najpierw było "pozwólcie nam zdawać sam końcowy, na mientkiej
frycie zdamy", potem okazało sie że egzamin za trudny, to lepiej wogóle
znieść egzaminy, co? ;)


- ale nie na
papierze a w praktyce tak zeby mozna bylo mowic o jakiejkolwiek
konkurencji i pluralizmie - czemu monopol tpsa, ms czy google jest
krytykowany, a podobny lub nawet gorszy stan w usługach prawniczych
jest zaciekle broniony przez samozwańczych "straznikow jakosci"?


a czy ja bronię?
Zwróć uwagę że ci wychwalani młodzi zdolni bez pleców okazali się na
tyle słabi że oblali tragicznie, wcale nie sa lepsi niż ci
"miernotowaci adwokaci" "synkowie tatusiów" itp.

Wyświetl więcej odpowiedzi



Temat: zbiorczo
Dnia 12-07-2006 o 19:26:57 Anita 'Iluzja' Iwańczyk  
<ilu@adres.w.sygnaturcenapisał(a):


TLP napisał(a):

| I to nie jest miłe, że ktoś rozumie, że jemu jest potrzebne, a nie  
| rozumie, ze mi nie wolno.
|  A gdyby Ci było wolno? Głupie pytanie - konkurencja zmusiłaby Cię do  
| sprzedawania wszystkiego każdemu, kto by płacił :)

Patrząc na to, jak zmienia się ostatnimi czasy status aptek w naszym  
kraju, dochodzę do wniosku, że i do tego może dojść. :-Wiele leków
o słabym działaniu, formalnie dostępnych na receptę, kupisz w aptekach  
bez recepty. W tych z bardziej marketingowym podejściem, oczywiście.  
Tam, gdzie jeszcze farmaceuci starają się nie łamać przepisów,  
codziennie są szantaże 'bo jak mi pani tego nie sprzeda, to pójdę obok'.  
Etyka zawodowa się w grobie przewraca. ;-


(- Panie doktorze, a na co to lekarstwo?
- Na Karaiby. Jeszcze 76 recept wypiszę i mogę się pakować.)

Co tu mówic o etyce - gdy pacjent domaga się antybiotyku przy grypie, to  
najczęściej receptę na niego dostanie.
IMHO: a niech tam biorą, co chcą - kto wie, czy sugestia pochodząca z  
reklamy nie przeważa negatywnych skutków ubocznych?


A hipotetycznie, gdyby mi było wolno i sprzedaż taka nie byłaby  
wymuszona, to sama oceniłabym ryzyko i po rozmowie z pacjentem podjęła  
decyzję.


Ciekawe, przy którym pacjencie by Ci przeszło... Skoro podejmujesz  
decyzje, to przestajesz być (funkcjonalnie) farmaceutą, stajesz się  
lekarzem - a nie jestem pewien czy diagnoza "wywiad przez okienko" jest  
coś warta.

Wyświetl więcej odpowiedzi



Temat: zbiorczo
W wiadomości:e93bdr$8@atlantis.news.tpi.pl,
Anita 'Iluzja' Iwańczyk <ilu@adres.w.sygnaturcenapisał(a):


TLP napisał(a):

| I to nie jest miłe, że
| ktoś rozumie, że jemu jest potrzebne, a nie rozumie, ze mi nie
| wolno.

| A gdyby Ci było wolno? Głupie pytanie - konkurencja zmusiłaby Cię do
| sprzedawania wszystkiego każdemu, kto by płacił :)

Patrząc na to, jak zmienia się ostatnimi czasy status aptek w naszym
kraju, dochodzę do wniosku, że i do tego może dojść. :-Wiele leków
o słabym działaniu, formalnie dostępnych na receptę, kupisz w aptekach
bez recepty. W tych z bardziej marketingowym podejściem, oczywiście.
Tam, gdzie jeszcze farmaceuci starają się nie łamać przepisów,
codziennie są szantaże 'bo jak mi pani tego nie sprzeda, to pójdę
obok'. Etyka zawodowa się w grobie przewraca. ;-


Mnie Wasza etyka zawodowa średnio obchodzi, jeżeli wiem, że w jednej aptece
farmaceuta jest bardziej elastyczny a w innej kasując takie same haracze
jest mniej elastyczny, to wolę iść do tego bardziej. I zapewne poinformuję
tego mniej o takiej sytuacji.


A hipotetycznie, gdyby mi było wolno i sprzedaż taka nie byłaby
wymuszona, to sama oceniłabym ryzyko i po rozmowie z pacjentem podjęła
decyzję. Czasem sama jestem zła, że przepisy nie pozwalają mi komuś
czegoś sprzedać, bo uważam, że byłoby to uzasadnione. Z drugiej
strony, jak raz komuś chcesz pomóc i sprzedasz bez recepty, to na
drugi raz na pewno recepty nie przyniesie, a kiedy o nią poprosisz,
to się oburzy, że w zeszłym miesiącu nie była potrzebna. Wyjątki są
nieliczne...


Wiesz, pierwszy raz w życiu zdarzyło mi się, że jestem w drugim końcu
Polski, grzecznie prosze o sprzedanie najmniejszego możliwego opakowania
leku, dokładnie znam jego nazwę, wygląd opakowania itp i że zostałam
odpprawiona z kwitkiem. Sytuacja taka zdarzyła mi się ze 3, może 4 razy w
życiu, jednak zawsze dostałam to o co prosiłam.
A co do przynoszenia recepty, to chyba raczej pewne jest, że skoro mam do
pana jakieś 300 km, to mu recepty nie przyniosę jutro i o tym go informuję.

pozdrawiam Tatiana

Wyświetl więcej odpowiedzi



Temat: zbiorczo
W wiadomości:e93e1b$lu@nemesis.news.tpi.pl,
Animol <ani@epf.plnapisał(a):


Xena napisał(a):

| Mnie Wasza etyka zawodowa średnio obchodzi, jeżeli wiem, że w jednej
| aptece farmaceuta jest bardziej elastyczny a w innej kasując takie
| same haracze jest mniej elastyczny, to wolę iść do tego bardziej. I
| zapewne poinformuję tego mniej o takiej sytuacji.

"Elastyczny", ROTFL, jakie określenie ;]]] I jeszcze mieć wyrzuty do
"uczciwego" (nie wiem, czy to najlepsze słowo w tym przypadku)
farmaceuty, że jest uczciwy i postępuje zgodnie z przepisami? No w
pale się nie mieści, co za schamienie z jego strony, ojojoj...


A mam prawo wybrać gdzie zostawięmoje pieniądze? Wolę je zostawić tam gdzie
mi sprzedadza pyralginą w 10, a nie będa się upierać, że tylko w 6, bo 10 na
receptę. To nazywam elastycznością. A narzuty jakie apteki mają na lekach
chyba powinny im pomóc sprawiać być konkurencyjnym
Tylko nie pisz mi o biednych aptekarzach, bo jako żyję biednego aptekarza
nie widziałam i wiekszość z nich ma znacznie lepszą sytuację niż inni
(rownież po studiach).


| Wiesz, pierwszy raz w życiu zdarzyło mi się, że jestem w drugim końcu
| Polski, grzecznie prosze o sprzedanie najmniejszego możliwego
| opakowania leku, dokładnie znam jego nazwę, wygląd opakowania itp i
| że zostałam odpprawiona z kwitkiem. Sytuacja taka zdarzyła mi się ze
| 3, może 4 razy w życiu, jednak zawsze dostałam to o co prosiłam.

To się nazywa rozpieszczenie chyba, nie? ;) "A bo ja zawsze dostawałam
cukierki, więc teraz też chcę dostać!!!" ;)


Jasne - czytaj ze zrozumieniem - 3 albo 4 razy w zyciu. Nie chodze po
aptekach testując, która mi co sprzeda.


| A co do przynoszenia recepty, to chyba raczej pewne jest, że skoro
| mam do pana jakieś 300 km, to mu recepty nie przyniosę jutro i o tym
| go informuję.

A Ty byś - na miejscu tego farmaceuty - uwierzyła, że dostaniesz
receptę listem od kogoś kompletnie nieznajomego z drugiego końca
Polski?


Nie, ale załatwiając tego typu sprawy, jeśli wiedziałam, że lek jest na
recepte informowałam, że wiem, że mi się skończył itp. I nie obiecywałam, że
wyślę receptę.

pozdrawiam Tatiana

Wyświetl więcej odpowiedzi



Temat: zbiorczo
W wiadomości:1g9tg3bterd3y.@michel.net,
Michal Koziara <ad@w.stopce.invalidnapisał(a):


Dnia Wed, 12 Jul 2006 19:46:27 +0200, Xena napisał(a):

| W wiadomości:e93bdr$8@atlantis.news.tpi.pl,
| Anita 'Iluzja' Iwańczyk <ilu@adres.w.sygnaturcenapisał(a):

| Etyka zawodowa się w grobie przewraca. ;-
| Mnie Wasza etyka zawodowa średnio obchodzi, jeżeli wiem, że w jednej
| aptece farmaceuta jest bardziej elastyczny a w innej kasując takie
| same haracze jest mniej elastyczny, to wolę iść do tego bardziej. I
| zapewne poinformuję tego mniej o takiej sytuacji.

Super. A akurat w przypadku leków etyka zawodowa jest bardzo istotna.
To nie jest jogurcik czy serek, od którego co najwyżej dostaniesz
prezydenckiej przypadłości, tylko lek, którego działania niepożądane
mogą być w niektórych przypadkach bardzo poważne - być może właśnie
dla Ciebie, choćby w wyniku interakcji z innymi lekami, które
bierzesz (a o czym farmaceuta przecież nie wie).


Kurde... To był lek wcześniej zalecony przez lekarza i dostępny kilka dni
wcześniej bez recepty. I kupując go bez recepty teoretycznie tez mogły zajść
te interakcje. Poza tym do jasnej Anielki jakie interakcje mogą zajść
pomiędzy kroplami do oczu a innymi ew. przyjmowanymi lekami? Zawału mogę
dostać czy tylko sraczki?


(...)
| Wiesz, pierwszy raz w życiu zdarzyło mi się, że jestem w drugim końcu
| Polski,

Łódź *absolutnie* nie może być na drugim końcu Polski, bez względu na
to, gdzie mieszkasz ;-P


Polepszyło Ci to humor?

pozdrawiam Tatiana

Wyświetl więcej odpowiedzi



Temat: zbiorczo
Dnia Fri, 14 Jul 2006 00:48:24 +0200, Xena napisał(a):


| Super. A akurat w przypadku leków etyka zawodowa jest bardzo istotna.
| To nie jest jogurcik czy serek, od którego co najwyżej dostaniesz
| prezydenckiej przypadłości, tylko lek, którego działania niepożądane
| mogą być w niektórych przypadkach bardzo poważne - być może właśnie
| dla Ciebie, choćby w wyniku interakcji z innymi lekami, które
| bierzesz (a o czym farmaceuta przecież nie wie).
Kurde... To był lek wcześniej zalecony przez lekarza i dostępny kilka dni
wcześniej bez recepty. I kupując go bez recepty teoretycznie tez mogły zajść
te interakcje.


Oczywiście. Ale przyjemiesz do wiadomości, że te interakcje (czy działania
niepożądane) mogły być niedawno wykryte i z tego powodu lek stał się lekiem
na receptę? Miałaś pecha, że akurat przytrafiło Ci się to w trakcie
wyjazdu, ale IMHO to żaden powód, by życzyć farmaceucie najgorszego.


Poza tym do jasnej Anielki jakie interakcje mogą zajść
pomiędzy kroplami do oczu a innymi ew. przyjmowanymi lekami? Zawału mogę
dostać czy tylko sraczki?


A skąd mam wiedzieć, jeśli nie podałaś nazwy leku? OK, popatrz sobie tutaj:
http://www.leki.med.pl/lek.phtml?id=370&idnlek=1327&menu=3 i zobacz, o czym
należy powiedzieć lekarzowi w przypadku tak popularnych kropli, jak Visine.


| (...)
| Wiesz, pierwszy raz w życiu zdarzyło mi się, że jestem w drugim końcu
| Polski,
| Łódź *absolutnie* nie może być na drugim końcu Polski, bez względu na
| to, gdzie mieszkasz ;-P
Polepszyło Ci to humor?


Owszem. Miałem nadzieję, że po paru dniach od wydarzenia Tobie też poprawi
i przykro mi, że tak się nie stało.

Wyświetl więcej odpowiedzi



Temat: Mojego bylego szefa


heh, etyka zawodowa, te sprawy...


Wiesz, moje znikome poczucie etyki podpowiada mi ze z umow nalezy sie
wywiazywac, ale wiesz... ja mieszkam na Pradze...

/refugee/ - ol@polbox.com

Wyświetl więcej odpowiedzi



Temat: etyka zawodowa!
etyka zawodowa!
zywa zawieziona do ZAKLADU POGRZEBOWEGO
Autor: radca
Data: 21.04.2005 21:09 + dodaj do ulubionych wątków

skasujcie post

+ odpowiedz cytując + odpowiedz

Wyświetl więcej odpowiedzi



Temat: tania dobra muzyczka

Problem jest chyba w tym, ze ty prowadzisz nielegalna i zapewne
niezarejestrowana
dzialalnosc gospodarcza, polegajaca na przemycaniu na wielka skale roznych
dobr
konsumpcyjnych i wprowadzaniu ich do nielegalnego obrotu gospodarczego, poza
polskim
clem i omijajac placenie podatku VAT. Jesli kupujesz cos w sklepach w
Niemczech to pewnie
podbijasz dokumenty celne po stronie Niemieckiej, a ukrywasz je przed
Polakami ? Hej
jak to z tym jest ? Nie wiem czy wiesz ale obecnie jest na to nagonka i
wladze obu
krajow wymieniaja sie informacjami o takich sprawach. Niebawem ktos zapuka,
oj zapuka.

Skoro sa to akcesoria do gier i same gry telewizyjne to zapewne nalezysz do
polswiadka
zajmujacego sie nielegalnym kopiowaniem oprogramowania.
Widac, ze szybko usunales ta uzywana nagrywarke DVD-R z allegro, czyzbys sie
czegos przestraszyl ?
Pewnie sie juz rozlatywala i masz juz nowszy model ?

Prowadzac dalsza analize twojej osoby, mozna zauwazyc, ze handlujesz
nielegalnymi
ukladami elektronicznymi i je montujesz do owych gier telewizyjnych. Ale
glownie
zajmujesz sie hurtowym handlem konsolami i podzespolami, na co wskazuje
cennik z cenami
za 100szt i wiecej! Prowadzisz przemyt, kontrabande na wielka skale,nie
odprowadzasz
podatku vat,i nie placisz go po stronie niemieckiej i nie placisz cla bez
zarejestrowanej
dzialalnosci gospodarczej, gdzie naruszasz wiele przepisow prawa skarbowego
i kryminalnego
w tym przemyt.Za takie cos grozi ci domiar i wyrok sadowy.Ktos kto sprzedaje
uzywana
rzecz nie ma na stronach www ofert z ilosciami po 100+ sztuk.
To cie demaskuje jako wielkiego hurtownika na niespotykana skale.

Przeszukujac grupy dyskusyjne mozna odnalezc, ze prowadziles publiczne
rozmowy
na temat nielegalnego rozkodowywania platnych kanalow telewizyjnych oraz co
najmniej
pomagales innym w tym samym procederze. Masz widac zamilowanie do
elektroniki, a
skonczyl ci sie biznes z zielonkami to zajales sie gierkami dla dzieci.
Jestes znany z gieldy w Katowicach.

Jestes juz tak pewny siebie i swoich poczynan, ze bezczelnie umieszczasz
swoj
numer telefonu w aukcjach, na wlasnej stronie internetowej, oraz podajesz
tam wlasny,
prawdziwy adres email top@nskmatrix.net.pl.
Strone twojego nielegalnego biznesu umiesciles na serwerze osiedlowej sieci
komputerowej,
tam gdzie mieszkasz! Posty na grupy dyskusyjne dajesz z komputera we wlasnym
mieszkaniu.
Zgadza sie nazwa domenowa, a poczatkowy numer przedrostka 005... mowi, ze
jestes
uzytkownikiem nr 5 tej sieci i co do tego nie ma watpliwosci, ze strona www
jest
na osiedlu gdzie mieszkasz!
Zreszta sprawdzmy sami http://modchip.nskmatrix.net.pl.

Piszesz tam,5zl oplaty za wplate pieniedzy na konto i 15zl za pobraniem - to
twoje koszty!
a na czyje konto przyjmujesz wplaty i od kogo?
Swietnie zacierasz za soba slady ,gratulacje.

Czy ty jestes normalny czy czujesz sie zupelnie bezkarny ?

W szarej strefie, do ktorej nalezysz, obowiazuje pewna etyka zawodowa. Jak
cos kupujesz
to za to placisz, jak sie cos zepsuje to wymieniasz lub naprawiasz, nie
oszukujesz
klientow i kolegow, splacasz dlugi, nie rozsiewasz plotek i nie DONOSISZ na
kolegow z branzy,
szczegolnie na tych co duzo jezdza, czasem przegrywaja i NIE
WSPOLPRACUJESZ...!
Chyba sie rozumiemy?

Reszte dopowiedzcie sobie sami....

Radze sie trzymac od tego goscia z daleka, omijac, bo smierdzi.

Kilka dokumentow papierowych poszlo zwykla poczta..... urzedy celne,
granice, skarbowka itp... Przeswietla cie donosicielu,przemytniku.

I proponuje zakonczyc dyskusje, EOT !


===================================================
zostalo  mi jakies 300 szt plytek z nowa polska muza ,takze skladakki
,tloczki,cdrki 5-7 zl

moj telefon: 0-501 459-069

Dla stalych odbiorców rabaty - w razie pytan: top@nskmatrix.net.pl
http://modchip.nskmatrix.net.pl

zobacz tez moje aukcje
PS. Takze importuje chipsety do roznych gier telewizyjnych
http://www.allegro.pl/show_item.php?item=10072181
http://www.allegro.pl/show_item.php?item=10072015
http://www.allegro.pl/show_item.php?item=10087080


Wyświetl więcej odpowiedzi



Temat: Co sadzicie o MS J++?
Czesc

Chłopie, Ty widziałe kiedykolwiek dokument SRS z dużej firmy? W nim jest
wyraźnie napisane, w jakim rodowisku program ma pracować i - dalej - jak ma
wyglądać. A w większoci przypadków ma wyglądać tak, jak Word, Excel, Outlook,
Płatnik. Wyraźnie powtarzam, "tak, jak", a nie "podobnie do".


Chlopie a czy ty kiedys widziales jakis duzy system zintegrowany?
Taki chocby SAP R/3.
Nie wyglada toto "tak, jak": Word, Excel, Outlook, zdecydowanie nie
jest nawet "podobnie do".
Trawersujac cytat z filmu Matrix: "Nik nie moze powiedziec jak wyglada
swiat ludzi doroslych, ludzi powaznych, trzeba to zobaczyc samemu"
Niech to posluzy za finalny argument dla ktorego dla mnie ta dyskusja
dobiegla juz konca jakies dwa posty temu.

| Dziwię się, że chcesz na ten temat w ogóle dyskutować,
| dla mnie ten fakt nie podlega żadnej
| dyskusji, bo od paru lat z tego włanie utrzymuję rodzinę.
| Obawiam sie ze na takiej postawie daleko nie zajedziesz...
| Nie trudno dostrzec ze mijaja juz czasy dominacji
| "jedynie slusznej platformy", klienci poszukuja tanszych i bardziej
| stabilnych alternatyw i jesli chcesz nadal
| "utrzymywac rodzine z programowania" to musisz byc tego swiadom...

Dopóki ci klienci używają "jedynej dominującej platformy", będę pisał na nią
programy. Cokolwiek innego może być stabilne, przyjemne i tańsze, ale mówienie
"nie napiszę tego w ten sposób, bo MS Windows jest niestabilne i drogie,
kupcie sobie Linuxa czy co innego" to samobójstwo.


Taka drobna uwaga: Linuxa sie nie kupuje.


Jeżeli ich poszukiwania
skończą się tym, że zmienią platformę, to się nie obrażę. Jeżeli zaczną
wymagać tego, żeby program był przenony, także nie będę miał tego za złe.

| To naturalne ze strach przed "nowym", moze po czesci lenistwo
| powstrzymuja Cie przed podjeciem wysilku przestawienia sie na
| bardziej uniwersalne rozwiazania, ale prawa rynku sa nieublagane...
| Nie zamierzam Cie przekonywac, dla czego lepsze jest wrogiem gorszego.
| Radze wziac sie do nauki a nie grymasic
| (zastawiajac sie *ZDECYDOWANIE ZLE ZROZUMIANYM* interesem klientów)
| Dla mnie EOT.

A dla mnie nie EOT, bo pojeździłe sobie na mnie jak na łysej kobyle.


Nie EOT?
Chcesz sie jeszcze wyplakac?


Mam wrażenie, że przemawia prze Ciebie jaki zadawniony żal do Microsoftu, albo
jeste jednym z wielu "sztudentów", którzy wiedzą lepiej. Podejrzewam wręcz,
że nie zajmujesz się zawodowo pisaniem programów i nigdy nie miałe do
czynienia z żywym klientem, który zapłaciłby Ci żywe - i konkretne - pieniądze
za to, czego on chce.


Co do zawisci do wspomnianej firmy, to takowej nie zywie.
Tak jak nie zywie zawisci do FSO z której to kupilem swój pierwszy
samochód (Fiat 126p).
Te dwie firmy jednak dzieli przepasc w podejsciu do klienta:
wspomniane FSO nie reklamowalo swojego dziela jako konkurencje dla
VOLVO, AUDI, a nawet ciagnika siodlowego SCANIA; z Microsoftem to
raczej roznie bywa...
Dla tego przyznam ze stronie od tej firmy.
Po czesci dla tego ze cenie swój czas, na tyle by nie zajmowac sie
dociekaniem, co z marketingowego SyFu jest nauka, a co fikcja.
Po czesci dla tego ze nie przepadam za kontaktami z owocem pracy ludzi
IMHO srednio powaznych....
:)


A o tym, co leży w interesie klienta decyduje kto? Nie,
nie programista. Klient, bo to on płaci. Programicie wolno psioczyć, ale i
tak ma robić tak, jak sobie klient zażyczy.


Oczywiscie, decyzje zawsze podejmuje klient.
Mysle jednak ze wisi nad nami jakis moralny obowiazek, to sie chyba
nazywa etyka zawodowa, który jednak sklania do chocby drobnej wzmianki
o potencjalnych plusach/ minusach decyzji (z która bezapelacyjnie
nalezy sie zgodzic).
Wszystko w najlepiej pojetym interesie klienta.

Pozdrawiam
Artur

Wyświetl więcej odpowiedzi



Temat: PC Kurier. Microsoft. Marketing. Genialne.
Pawel Wimmer powiada :


| Po prostu za zasmucające uważam, że po całym
| oburzeniu redakcji poddawaniem w wątpliwość jej poziomu etycznego
| z rozbrajającą szczerością uznajesz wzmiankowane praktyki za zupełnie
| normalne, nie rozumiejąc braku zaufania do nich ze strony czytelników.

Czy zatem uwazasz, ze dziennikarze powinni stanac pod sciana i odmowic
zjedzenia lunchu na konferencji, aby pozostac w zgodzie z etyka
zawodowa?


Zapewniony dojazd, zakwaterowanie i wyżywienie na czas pełnienia
obowiązków służbowych skłonny jestem jeszcze zaakceptować, natomiast
podane poniżej przykłady przyjmowania <mrugniezobowiązujących </mrug
łapówek[1] to już nie słone paluszki na stole konferencyjnym
a ewidentne naruszenie etyki dziennikarskiej (w moim jej rozumieniu).


Powinni owe myszki wyjmowac z teczek z materialami prasowymi i
odkladac na stol?


Tak właśnie uważam.


Przeciez to absurd. Na niedawnej konferencji prasowej
jeden z wielkich operatorow telefonii komorkowej rozdal kilkudziesieciu
dziennikarzom kosztowne telefony z WAP-em i nikt nie odmowil wziecia
(nie widzialem, tylko slyszalem) - nie sadze, aby z tego powodu ukazaly
sie wylacznie pochwalne artykuly na temat tej firmy. Duza firma
komputerowa zaprasza 50 osob na tygodniowa wycieczke do Afryki, ale nie
widzialem, zeby sie pojawily entuzjastyczne artykuly na temat sponsora.


Ależ ja nie twierdziłem, że dziennikarze to takie prymitywy, które
za garść paciorków napiszą panegiryk na cześć każdego bubla.
Wątpię tylko, jakoby PR zajmowało się filantropią - jeśli powyższe
działania nie przynosiły _żadnych_ efektów to rynek by je wyeliminował.
Nie chodzi wcale o entuzjastyczne pochwały, wystarczy podniesienie
sympatii do firmy (ergo tonu recenzji) bez przyczyn merytorycznych.


Po dziesieciu latach pracy w tym zawodzie wiem, co mozna przyjac, a
takze jak sie zachowac potem, zeby nie bylo watpliwosci co do uczciwosci
zawodowej.


Mając takie doświadczenie jesteś uodporniony - w końcu w PR nie
pracują jacyś magicy. Jednak selekcja do zawodu dziennikarskiego
nie opiera się na psychologicznych badaniach odporności na manipulacje.


Zreszta problem ten dotyczy absolutnie wszystkich srodowisk
dziennikarskich (vide: niedawny artykul w Gazecie Wyborczej).


Oczywiście, pisałem o wszystkich dziennikarzach zaznaczając, że
nie chodzi mi o przychrzanianie się akurat do PCQ. Moim zdaniem
macie wręcz większy margines swobody - za redakcyjne pieniądze to
można recenzować płyty, książki czy filmy ale nie sprzęt komputerowy.


Gdzies tam przebiega subtelna granica miedzy rzetelnym dziennikarzem
a zwyklym becwalem i wiekszosc osob wie, gdzie to jest, choc przykladow
prasowej lobuzerki tez mozna troche znalezc, zwlaszcza w prasie branzowej.
Nieraz sie zdarza, ze jakiemus gowniarzowi palma odbija, bo nagle znalazl
sie w roli wielkiego pana redaktora, ktoremu sie w pas klaniaja rozmaite
firmy - ale coz, te firmy i ci ludzie sa siebie czasem warci. Nie
wszyscy przeszli w dziecinstwie przez Kinderstube.


I dlatego uważam, że zaufanie to ja mogę mieć do konkretnych osób,
domyślnie zaś podchodzę podejrzliwie do wszelkich prób manipulowania
informacją ze strony biznesu.

[1] Nie obraź się, ale intencja darczyńcy wydaje mi się w tej kwestii
decydująca - nie sądzę, by firmy rozdawały te prezenty z dobrego
serca, raczej w nadziei na większą przychylność części obdarowanych.

Piotr Sawicki

Wyświetl więcej odpowiedzi



Temat: Linux to nie OS


Łukasz Roś wrote:
Lech PEDZIWIATR w sobotę 22. stycznia 2005 12:03 był uprzejmy napisać:

| Od dawna istnieje zasada, mowiaca, ze TYLKO wlasciciel nazwy/nazwiska
| moze okreslic sposob zapisu i odmiany
                          ^^^^^^^^^
Jeżeli mi pokażesz, gdzie zapisano, że pojedyncza osoba może ustalać wzór
odmiany słów w języku polskim, to obiecuję w przyszyłym roku jeszcze raz
odbyć cały kurs gramatyki opisowej.


...
Czyzbym cos napisal na temat ogolny ? Chyba mieszasz nieco pojecia...
...

Piszesz:
| i nie ma to nic wspolnego z jakimikolwiek
| ogolnymi zasadami, poza jedna: PRAWO, ktore chroni prawa wlasciciela - o
| czym w Polsce wielu chetnie zapomina w "zapale tworczym", dotyczy to
| rowniez nazwy/znaku handlowego HORTEX !
Otóż deklinacja nie ma nic wspólnego z twórczością - wprawdzie się
zmienia, ale przez wieki, a nie na życzenie jakiegoś podmiotu prawnego.
Zasady są jasne: w mianowniku liczby pojedynczej jest dozwolone używanie
prawnie zastrzeżonych nazw nawet w takiej postaci, która nie jest zgodna z
polską ortografią.
Wszelkie przypaki zależne wymagają natomiast zgodności z polską pisownią -
a zasady ortografii polskiej nie zezwalają na zapis dźwięków [ks] jako
"x". I nie ma takiego zapisu w polskim prawie, który by te zasady negował.


...
TYLKO w przypadku, jesli tego uzywasz jako synonimu, n.p. "dotyczy mojego
linuksa", ale nie "dotyczy Linuksa" tylko: "dotyczy Linux'a"
...

| Przytaczanie tu chybionych opinii, pochodzacych nawet od najbardziej
| utytulowanych osob, nie ma znaczenie, swiadczy tylko o ich lekcewazeniu
| lub nieznajomosci prawa.
Mylisz zarejestrowaną prawnie nazwę z zasadami jej odmiany - na którą to
odmianę polskie prawo nie tylko zezwala, ale nawet miało ją wymuszać
(kilka lat temu głośny był projekt ustawy - nie zrealizowany, na szczęście
- który miał umożliwiać nakładanie sankcji za niezgodne z zasadami
używanie języka polskiego w miejscach publicznych).


...
Rejestracja ma wlasnie SCISLY zwiazek z wygladem/pisownia !!!
I jedynym dopuszczalnym wyjatkiem jest tu uzycie przed/przyrostka, jesli
jezykowo jest to wygodne, z wyraznym jego odzieleniem, aby oryginalny rdzen
byl wyraznie widoczny i nieznieksztalcony.

Te reguly sa niestety jakos przez wielu zapomniane lub w ogole nieznane - ma
to tez zwiazek z nieznajomoscia/zanikiem wielu innych spraw/pojec, jak
pojecie "szacunek", czy tez "etyka" lub "etyka zawodowa" - dopiero twarde
wymuszenie tychze, przypomina niesfornym, jekie obowiazki to za soba
pociaga, przy czym, najczesciej, Ci "niesforni" w dalszym ciagu nie
rozumieja, reagujac tylko na sile...

Nieszanowanie/niestosowanie tych regul prowadzi zreszta do idiotycznych
zapisow, popatrzmy n.p. na dwa, niby takie same, jesli mowimy, a jakze
rozne w zapisie: "w LAN'ie" i "w Lanie" - pozwole sobie przypomniec, ze Lan
to prawy doplyw Renu...
...

Ps. Niewykluczone, że za kilka lat "linux" stanie się w języku polskim -
słusznie, czy nie - po prostu powszechnie znaną nazwą, oznaczającą wolny
system operacyjny. Wtedy nawet mianownik liczby pojedynczej będzie
figurował w słownikach ortograficznych jako "linuks".
Niezgodnie z prawem?
Bynajmniej - vide wspominane wyżej "rowery" czy "elektroluksy".


...
Coz, strategia marketingowa tych firm dazyla wlasnie do tego celu, a potem
skonczyl sie okres ochrony, a PRL nie uznawala "takich bzdur", jak patenty,
nazwy zastrzezone i t. p., i ludziom to "w krew weszlo"...
 Tak zreszta postepuje rowniez firma Microsoft, nie reagujac na wiele
uchybien formalnych, gdyz w rzeczywistosci prowadza one do utrwalenia w
swiadomosci ludzi pewnych synonimow, co jest jak najbardziej przez te firme
pozadane.

To tylko tylko podkresla, ze moje twierdzenie: "TYLKO wlasciciel..." jest
prawdziwe.

Wyświetl więcej odpowiedzi



Temat: Linux to nie OS
On 2005-01-22, Lech PEDZIWIATR wrote:

| Piszesz:
| i nie ma to nic wspolnego z jakimikolwiek
| ogolnymi zasadami, poza jedna: PRAWO, ktore chroni prawa wlasciciela - o
| czym w Polsce wielu chetnie zapomina w "zapale tworczym", dotyczy to
| rowniez nazwy/znaku handlowego HORTEX !
| Otóż deklinacja nie ma nic wspólnego z twórczością - wprawdzie się
| zmienia, ale przez wieki, a nie na życzenie jakiegoś podmiotu prawnego.
| Zasady są jasne: w mianowniku liczby pojedynczej jest dozwolone używanie
| prawnie zastrzeżonych nazw nawet w takiej postaci, która nie jest zgodna z
| polską ortografią.
| Wszelkie przypaki zależne wymagają natomiast zgodności z polską pisownią -
| a zasady ortografii polskiej nie zezwalają na zapis dźwięków [ks] jako
| "x". I nie ma takiego zapisu w polskim prawie, który by te zasady negował.
...
TYLKO w przypadku, jesli tego uzywasz jako synonimu, n.p. "dotyczy mojego
linuksa", ale nie "dotyczy Linuksa" tylko: "dotyczy Linux'a"


                                                      ^^^^^^^
ROTFL. Od raz'u widac, ze jestes kompetentn'a osob'a do dysku'sji
o jezyk'u, apostrof'u tez umiesz (nad)uzyw'ac.


| Przytaczanie tu chybionych opinii, pochodzacych nawet od najbardziej
| utytulowanych osob, nie ma znaczenie, swiadczy tylko o ich lekcewazeniu
| lub nieznajomosci prawa.
| Mylisz zarejestrowaną prawnie nazwę z zasadami jej odmiany - na którą to
| odmianę polskie prawo nie tylko zezwala, ale nawet miało ją wymuszać
| (kilka lat temu głośny był projekt ustawy - nie zrealizowany, na szczęście
| - który miał umożliwiać nakładanie sankcji za niezgodne z zasadami
| używanie języka polskiego w miejscach publicznych).
...
Rejestracja ma wlasnie SCISLY zwiazek z wygladem/pisownia !!!
I jedynym dopuszczalnym wyjatkiem jest tu uzycie przed/przyrostka, jesli
jezykowo jest to wygodne, z wyraznym jego odzieleniem, aby oryginalny rdzen
byl wyraznie widoczny i nieznieksztalcony.

Te reguly sa niestety jakos przez wielu zapomniane lub w ogole nieznane - ma
to tez zwiazek z nieznajomoscia/zanikiem wielu innych spraw/pojec, jak
pojecie "szacunek", czy tez "etyka" lub "etyka zawodowa" - dopiero twarde
wymuszenie tychze, przypomina niesfornym, jekie obowiazki to za soba
pociaga, przy czym, najczesciej, Ci "niesforni" w dalszym ciagu nie
rozumieja, reagujac tylko na sile...

Nieszanowanie/niestosowanie tych regul prowadzi zreszta do idiotycznych
zapisow, popatrzmy n.p. na dwa, niby takie same, jesli mowimy, a jakze
rozne w zapisie: "w LAN'ie" i "w Lanie" - pozwole sobie przypomniec, ze Lan
to prawy doplyw Renu...


Pozwole sobie przypomniec, ze forma "LAN'ie" jest niepoprawna. Calkiem
niedawno kwestia apostrofu byla poruszona przez Łukasza Horodeckiego:
Message-ID: <20050122115040.495F.0.NOF@ubik.valis.net

Wyświetl więcej odpowiedzi



Temat: Kodeks tłumacza
    W wiadomości sprzed kilku dni Paweł Pollak ostro zareagował na hasło
"kodeks etyki zawodowej tłumacza". Pozwoliłem sobie przesłać jego uwagi
Prezesowi TEPIS-u, dr Danucie Kierzkowskiej. A oto jej odpowiedź. Do jej
publikacji we fragmentach zostałem upoważniony. Sądzę, że jest na tyle
ciekawa, że warto ją tu ogłosić.

(...) Jeśli kogoś nie przekonuje zasada nabycia członkostwa FIT, które
wymaga przedłożenia kodeksu etyki zawodowej jako warunku sine qua non, jeśli
nie wystarczy preambuła do naszego kodeksu t.s. (tłumacza sądowego - D.C.),
która powołuje się na wszystkie międzynarodowe i krajowe zasady etyki, to
może go przekona najświeższa argumentacja Ministerstwa Sprawiedliwości.

Dyrektor Departamentu Prawno-Legislacyjnego wyjaśnił w ramach kwietniowej
dyskusji nad projektem ustawy o tłumaczach publicznych przedstawicielom PT
TEPIS, że ani na poziomie ustawy, ani żadnego innego aktu prawnego
ustawodawca polski nie ma zamiaru tworzyć - mimo zaleceń Komisji
Europejskiej i postulatów środowiska tłumaczy - żadnych zasad etyki
zawodowej tłumaczy, które to zasady są WYŁĄCZNYM IMPERIUM KAŻDEGO ŚRODOWISKA
ZAWODOWEGO. Wymienione więc w ustawie pojęcie "etyka zawodowa" będzie zawsze
odnosić się do tych zasad, które środowisko SAMO SOBIE STWORZY I BĘDZIE
STOSOWAĆ, zgodnie również z zasadami Międzynarodowej Federacji Tłumaczy.
Obecnie obowiązujący kpts ma ten walor, że został przedstawiony przy
przyjęciu do FIT w Brighton w 1993 r. i przyjęty przez międzynarodowe
gremium członków FIT (...).

    (...) Jeżeli nie zabraknie Ci cierpliwości i ochoty, możesz - używając
niektórych moich sformułowań - zaprosić (oczywiście w swoim imieniu) pana
Pollaka do nadesłania swoich krytycznych uwag do obecnego kpts ("Kodeksu
Polskiego Tłumacza Sądowego"), które jest i ZAWSZE BĘDZIE NORMĄ OBOWIĄZUJĄCĄ
to środowisko. Może zachęcony takim wyzwaniem i wiadomością o podjęciu prac
przez Radę Naczelną PT TEPIS nt. nowelizacji kpts, zechce na nas wylać swój
kielich goryczy, która go chyba najbardziej pali dlatego, że to nie on jest
komentatorem tego zbioru zasad. A nie chce go nazywać kodeksem, bo
zawierzając definicjom słownikowym, nie doczytał ich do końca i nie wie, że
poza kodeksem cywilnym i karnym, są kodeksy norm, reguł i przepisów
zawodowych (np. kodeks etyki lekarskiej) i zwyczajowych (kodeks towarzyski),
spośród których "koleżeński kodeks honorowy" z pewnością nie jest mu znany
(...).

    Tyle cytat. Zapraszam więc wszystkich do ożywionej dyskusji i komentarzy
na temat tego kodeksu. Proponuję kierować swoje uwagi zarówno na to forum
jak i na adres TEPIS-u (te@tepis.org ).

    Pozdrawiam,

    Dariusz Cichocki

Wyświetl więcej odpowiedzi



Temat: Akronimy: prośba o przetłumaczenie [eng->pol]


"Marek Janczur" <pini@wp.plwrote in message
Czesc!
A wiec jednak znalazl sie jakis niemoralny, wyuzdany swintuch, pozbawiony
elementarnej przyzwoitosci i kpiacy sobie z podstaw etyki zawodowej
tlumacza! Fe! Niedobry! :-)))
Serdecznie pozdrawiam
Marek JAnczur


Tak, znalazł się i to byłem ja. Z zainteresowaniem śledziłem dyskusję na
temat etyki zawodowej i postanowiłem pomóc KrzyWishowi, choć początkowo nie
miałem takiego zamiaru. Rozumiem awersję wielu osób na tej grupie do słów
niecenzuralnych i co więcej cieszę się, że dbają one o czystość i piękno
języka. Sam staram się owych słów unikać. Jednakże owe słowa ZNAM, również w
języku angielskim. KrzyWish ich nie zna. Prosi o przetłumaczenie akronimów z
ich użyciem, bo pewnie często się z nimi spotyka. I skąd ma wiedzieć czy
ktoś go właśnie obraża czy może przesyła całusy (taki akronim też się tam
pojawił)? Gdyby wszyscy mieli zamiar zachować znaczenia wulgaryzmów dla
siebie, to brakło by ich w słownikach. Czy autor słownika też świntuszy? Ja
tłumaczenie tych akronimów tak właśnie potraktowałem-jak hasła w słowniku. A
żeby nie gorszyć innych odpowiedziałem na prywatny adres KrzyWisha. Nie
sądzę, że można porównać prośbę Krzywisha do "tłumaczenia treści
faszystowskich i 'literatury' dla pedofili" (cytat za Patrycją), bądź też do
"lektorowania w filmach porno" (cytat za Jasią). Też bym ich nie tłumaczył/w
nich nie lektorował. Myślę, że większość nie odpowiedziała Krzywishowi z
powodów podanych przez Annę Studniarek, mi też się wydaje, że przynajmniej
większość z nich można przetłumaczyć za pomocą słownika, a lista jest
strasznie długa. Jednak z jakichś powodów KrzyWish tego nie mógł zrobić i
nie dociekam z jakich. Przecież lista istnieje także po to, by zaoszczędzić
na czasie. Większość (nie wszystko) tego o co się pyta można znaleźć albo na
odpowiednich stronach, albo w odpowiednich słownikach. Lecz jest to niestety
bardzo czasochłonne. Nikt nie pyta większości proszących dlaczego nie mogą
czegoś przetłumaczyć albo czemu nie wezmą odpowiedniego słownika (fakt,
czasem takowe nie istnieją), a w przypadku KrzyWisha nagle zrobił się taki
hałas. Czemu nikt nie protestował, kiedy Magdalena Bassett nicenzuralnie
kazała się mu wynosić? Czy używanie wulgaryzmów jest bardziej akceptowalne
od ich tłumaczenia? Czy ładnie jest naigrywać się z czyjejś niewiedzy?
Naprawdę cieszy mnie, że etyka zawodowa tłumaczy stoi na wysokim poziomie,
ale cenię sobie również otwartość umysłu, a niecierpię tzw. kołtuństwa.
Przepraszam za długość wiadomości wszystkich niezaiteresowanych tematem.

Cyprian

Wyświetl więcej odpowiedzi



Temat: Ci, ktorzy chca sobie dorobic, niech wyraznie pisza......, ze nie sa ani powazni ani dyspozycyjni!
Rzeczywiście, coś w tym jest!

Ostatnio też robiłem kampanię zatrudnieniową i moje refleksje są jota w jotę
identyczne.
      Pacjenci albo od razu przychodzili naburmuszeni, albo jak przyszło co
do czego, to mówili, że już są z kimś po słowie i oni nie wiedzą, czy chcą z
nami pracować, albo okazywało się, że ich umiejętności nie zgadzają się z
tymi, kogo poszukujemy.
np. facet zgłasza się jako informatyk (szukamy! poważnie!). Twierdzi, że dla
niego obojętnie, hardware lub software - to mięta z bubrem - on jest
uniwersalny. Tak naprawdę okazuje się, że umie obsługiwać komputer (dwa już
w domu złożył), Windowsy zna, sieć widział u kolegi  w pracy, w internecie
siedział ponad dwa tygodnie i jest teraz taki zuch, ze poprowadzi firmę
informatyczną jako analityk, kierownik dużego projektu.
Podziwiam takich!
   Z kilkudziesięciu (!) było tylko trzech z którymi miało sie wrażenie, że
wiemy razem - o czym rozmawiamy, z czego naprawdę tylko jeden był do wzięcia
na 100%. Pozostali tez mieli jakies ograniczenia. Prawdopodobnie przyszli na
przeszpiegi, czy u innych byłoby im lepiej, czy lepiej zostać na starych
smieciach.
    Też nie mam nic przeciwko temu, ze ktoś sobie chce dorobić na pół etatu
lub zlecone - takich osób już mamy kilka. Chociaż mój pierwszy szef
(amerykanin) dziwił sie i nie rozumiał polskiego zwyczaju.

"... Jak chcesz pracować dla kogoś innego, skoro jesteś zatrudniony u mnie?
Ponieważ wykorzystujesz te same umiejętności, więc pracujesz w tym czasie
dla mojej konkurencji!? Jak godzisz to etycznie? Czy u was nie było
przedmiotu pod nazwą:  ETYKA ZAWODOWA?  (n.b. --vide  Kodeks Cywilny)
Jeżeli pracujesz u mnie w pełnym wymiarze czasu, to po to są wieczory i dni
wolne, abyś się zregenerował,  bo inaczej pracujesz niewydajnie i ze stratą
dla mnie! Na twoje miejsce muszę  zatrudnić innego!
 [....]     Chcesz więcej zarobić? Proszę! zgłoś się do mnie, dam ci więcej
pracy po godzinach, czemu nie? Ale nie pracuj dla konkurencji! "

Muszę przyznać, że po raz pierwszy mnie zamurowało, ale potem musiałem w
duchu przyznać mu rację!

    Wydaje mi się, że temat etyki zawodowej to jest u nas problem, tak samo
jak wychowanie młodych ( i nie tylko) w duchu samokontroli i
odpowiedzialności za siebie. Moze nie samokontroli ile samokrytycyzmu!

Coś w tym jest!

Pozdrawiam w duchu wspólczucia podczas tworzenia ekipy do wykonania zadania.

Włodek Smoliński
vla@polbox.com


Robert Gołębiewski <rob@waw.pdi.netwrote in message



Nie chce rozpetywac zadnych burz, ale mam niemila refleksje na temat
wspolpracy z osobami, ktore tak namietnie szukaja pracy i pisza cudowne
ogloszenia.
Na moje ogloszenie zglosilo sie ponad 40 osob jednak sensowna rozmowe
uwienczona sukcesem udalo mi sie przeprowadzic z piecioma!
Ludzie, co sie dzieje? Wydaje mi sie, ze wiekszosc poszukuje tu jakiegos
dorobienia na boku, zupelnie za zaznaczajac wlasnie tego. A jak ktos ma
dla
nich prace, to okazuje sie ze:


[ciach]

Wyświetl więcej odpowiedzi



Temat: Ci, ktorzy chca sobie dorobic, niech wyraznie pisza......, ze nie sa ani powazni ani dyspozycyjni!

servix napisał(a) w wiadomości: ...


  Z kilkudziesięciu (!) było tylko trzech z którymi miało sie wrażenie, że
wiemy razem - o czym rozmawiamy, z czego naprawdę tylko jeden był do
wzięcia
na 100%. Pozostali tez mieli jakies ograniczenia. Prawdopodobnie przyszli
na
przeszpiegi, czy u innych byłoby im lepiej, czy lepiej zostać na starych
smieciach.


Nie rozumiem, czemu sie dziwisz. Zazwyczaj jest tak, ze ktos szuka NOWEJ
pracy, nie rezygnujac z poprzedniej. I jak sie okazuje, dobrze robi, bo
przeciez nie ma pewnosci, ze akurat on zostanie zatrudniony. To tez chyba
normalne, ze potencjalnego pracownika interesuja warunki pracy. To ma byc
umowa obustronnie korzystna, prawda? Trudno chyba oczekiwac, ze zwolnie sie
z pracy, zanim znajde nastepna, bo to moze potrwac. A jesli juz gdzies
pracuje, to czesto w umowie mam okreslone, do kiedy jestem zatrudniona. A
nowej pracy zaczynam szukac z kilkumiesiecznym wyprzedzeniem. Dla mnie, jako
pracownika, to logiczne. Zgadzam sie, ze brak mozliwosci natychmiastowego
podjecia przeze mnie pracy moze byc uciazliwy dla pracodawcy.


   Też nie mam nic przeciwko temu, ze ktoś sobie chce dorobić na pół etatu
lub zlecone - takich osób już mamy kilka. Chociaż mój pierwszy szef
(amerykanin) dziwił sie i nie rozumiał polskiego zwyczaju.

"... Jak chcesz pracować dla kogoś innego, skoro jesteś zatrudniony u mnie?
Ponieważ wykorzystujesz te same umiejętności, więc pracujesz w tym czasie
dla mojej konkurencji!? Jak godzisz to etycznie? Czy u was nie było
przedmiotu pod nazwą:  ETYKA ZAWODOWA?  (n.b. --vide  Kodeks Cywilny)
Jeżeli pracujesz u mnie w pełnym wymiarze czasu, to po to są wieczory i dni
wolne, abyś się zregenerował,  bo inaczej pracujesz niewydajnie


To, czy ktos pracuje wydajnie niekoniecznie zalezy od tego, czy ma dodatkowa
prace po godzinach. Jesli ktos jest niewydajny, mozna go zwolnic, ale nie
ograniczac jego wolnosc osobista. Chyba, ze zaznaczono to w umowie, ktora
podpisaly obie strony. Wtedy tez sprawa jest jasna - jesli pracownik narusza
te zasady, nalezy go zwolnic.

 i ze stratą


dla mnie! Na twoje miejsce muszę  zatrudnić innego!
[....]     Chcesz więcej zarobić? Proszę! zgłoś się do mnie, dam ci więcej
pracy po godzinach, czemu nie? Ale nie pracuj dla konkurencji! "

Muszę przyznać, że po raz pierwszy mnie zamurowało, ale potem musiałem w
duchu przyznać mu rację!

   Wydaje mi się, że temat etyki zawodowej to jest u nas problem, tak samo
jak wychowanie młodych ( i nie tylko) w duchu samokontroli i
odpowiedzialności za siebie. Moze nie samokontroli ile samokrytycyzmu!


Oczywiscie, wiele osob przecenia swoje mozliwosci i kwalifikacje. Z drugiej
strony, wielu pracodawcow przecenia swoja oferte.


Włodek Smoliński
vla@polbox.com


Pozdrawiam,

Agnieszka

Wyświetl więcej odpowiedzi



Temat: Ci, ktorzy chca sobie dorobic, niech wyraznie pisza......, ze nie sa ani powazni ani dyspozycyjni!


On Tue, 12 Oct 1999 15:37:51 GMT, servix <ser@polbox.comwrote:
     Pacjenci albo od razu przychodzili naburmuszeni, albo jak przyszło co
do czego, to mówili, że już są z kimś po słowie i oni nie wiedzą, czy chcą z
nami pracować,


Ty też nie wiedziałeś, czy chcesz z nimi pracować, dlatego umówiłeś się z
wieloma osobami, a nie podpisałeś umowę z pierwszym, który się zgłosił.


[...]
  Z kilkudziesięciu (!) było tylko trzech z którymi miało sie wrażenie, że
wiemy razem - o czym rozmawiamy, z czego naprawdę tylko jeden był do wzięcia
na 100%.


No to o co chodzi, skoro znalazłeś tego idealnego pracownika? Przecież
szukałeś jednego człowieka, wcale nie miałeś zamiaru zatrudnić tamtych
kilkudziesięciu (czyli robiłeś, jak to sam nazywasz "przeszpiegi", może ten,
może tamten, może żaden...)


[...]
   Też nie mam nic przeciwko temu, ze ktoś sobie chce dorobić na pół etatu
lub zlecone - takich osób już mamy kilka. Chociaż mój pierwszy szef
(amerykanin) dziwił sie i nie rozumiał polskiego zwyczaju.


A czy twój pierwszy szef, Amerykanin, płacił pracownikom tyle, ile musiałby
zapłacić w swojej Ameryce?


"... Jak chcesz pracować dla kogoś innego, skoro jesteś zatrudniony u mnie?
Ponieważ wykorzystujesz te same umiejętności, więc pracujesz w tym czasie
dla mojej konkurencji!? Jak godzisz to etycznie? Czy u was nie było
przedmiotu pod nazwą:  ETYKA ZAWODOWA?  (n.b. --vide  Kodeks Cywilny)
Jeżeli pracujesz u mnie w pełnym wymiarze czasu, to po to są wieczory i dni
wolne, abyś się zregenerował,  bo inaczej pracujesz niewydajnie i ze stratą
dla mnie! Na twoje miejsce muszę  zatrudnić innego!
[....]     Chcesz więcej zarobić? Proszę! zgłoś się do mnie, dam ci więcej
pracy po godzinach, czemu nie? Ale nie pracuj dla konkurencji! "


To jakiś cytat z poradnika młodego biznesmena w rodzaju "1000 sposobów na
tanie rozbawienie pracownika", wydawanego w odcinkach w formie komiksu?
("pierwszy numer z segregatorem!")


[...]
   Wydaje mi się, że temat etyki zawodowej to jest u nas problem, tak samo
jak wychowanie młodych ( i nie tylko) w duchu samokontroli i
odpowiedzialności za siebie. Moze nie samokontroli ile samokrytycyzmu!


Nie spotkałeś się z problemem braku etyki, tylko masz problem z brakiem
forsy na zatrudnienie porządnych pracowników, dlatego musisz się zadowolić
takimi, na jakich Cię stać. To jest bardzo proste, chcesz zapłacić jak
najmniej, ludzie chcą zarobić jak najwięcej, a żeby niepotrzebnie nie tracić
swojego czasu i nie zajmować go innym, należy odpowiednio sformułować
ofertę, podać dokładnie wymagania, zarobki, wtedy zamiast kilkudziesięciu
przyjdzie kilku i masz problem z głowy.

Paweł

Wyświetl więcej odpowiedzi



Temat: Ci, ktorzy chca sobie dorobic, niech wyraznie pisza......, ze nie sa ani powazni ani dyspozycyjni!
Gdyby w Polsce były normalne warunki pracy a zapłata za nią taka, aby można
byłoby przyzwoicie żyć,wtedy każdy pracowałby tylko w jednym
zakładzie.Niestety, jest inaczej, dlatego nie mam nic przeciwko temu że ktoś
pracuje w różnych miejscach.Jeżeli ja byłbym pracodawcą to starałbym się
tyle płacić, aby mieć pracownika tylko dla siebie
Użytkownik servix <ser@polbox.comw wiadomości do grup dyskusyjnych
napisał:jBIM3.2877$%3.52@news.tpnet.pl...

Rzeczywiście, coś w tym jest!

Ostatnio też robiłem kampanię zatrudnieniową i moje refleksje są jota w
jotę
identyczne.
      Pacjenci albo od razu przychodzili naburmuszeni, albo jak przyszło
co
do czego, to mówili, że już są z kimś po słowie i oni nie wiedzą, czy chcą
z
nami pracować, albo okazywało się, że ich umiejętności nie zgadzają się z
tymi, kogo poszukujemy.
np. facet zgłasza się jako informatyk (szukamy! poważnie!). Twierdzi, że
dla
niego obojętnie, hardware lub software - to mięta z bubrem - on jest
uniwersalny. Tak naprawdę okazuje się, że umie obsługiwać komputer (dwa
już
w domu złożył), Windowsy zna, sieć widział u kolegi  w pracy, w internecie
siedział ponad dwa tygodnie i jest teraz taki zuch, ze poprowadzi firmę
informatyczną jako analityk, kierownik dużego projektu.
Podziwiam takich!
   Z kilkudziesięciu (!) było tylko trzech z którymi miało sie wrażenie,
że
wiemy razem - o czym rozmawiamy, z czego naprawdę tylko jeden był do
wzięcia
na 100%. Pozostali tez mieli jakies ograniczenia. Prawdopodobnie przyszli
na
przeszpiegi, czy u innych byłoby im lepiej, czy lepiej zostać na starych
smieciach.
    Też nie mam nic przeciwko temu, ze ktoś sobie chce dorobić na pół
etatu
lub zlecone - takich osób już mamy kilka. Chociaż mój pierwszy szef
(amerykanin) dziwił sie i nie rozumiał polskiego zwyczaju.

"... Jak chcesz pracować dla kogoś innego, skoro jesteś zatrudniony u
mnie?
Ponieważ wykorzystujesz te same umiejętności, więc pracujesz w tym czasie
dla mojej konkurencji!? Jak godzisz to etycznie? Czy u was nie było
przedmiotu pod nazwą:  ETYKA ZAWODOWA?  (n.b. --vide  Kodeks Cywilny)
Jeżeli pracujesz u mnie w pełnym wymiarze czasu, to po to są wieczory i
dni
wolne, abyś się zregenerował,  bo inaczej pracujesz niewydajnie i ze
stratą
dla mnie! Na twoje miejsce muszę  zatrudnić innego!
 [....]     Chcesz więcej zarobić? Proszę! zgłoś się do mnie, dam ci
więcej
pracy po godzinach, czemu nie? Ale nie pracuj dla konkurencji! "

Muszę przyznać, że po raz pierwszy mnie zamurowało, ale potem musiałem w
duchu przyznać mu rację!

    Wydaje mi się, że temat etyki zawodowej to jest u nas problem, tak
samo
jak wychowanie młodych ( i nie tylko) w duchu samokontroli i
odpowiedzialności za siebie. Moze nie samokontroli ile samokrytycyzmu!

Coś w tym jest!

Pozdrawiam w duchu wspólczucia podczas tworzenia ekipy do wykonania
zadania.

Włodek Smoliński
vla@polbox.com

Robert Gołębiewski <rob@waw.pdi.netwrote in message
| Nie chce rozpetywac zadnych burz, ale mam niemila refleksje na temat
| wspolpracy z osobami, ktore tak namietnie szukaja pracy i pisza cudowne
| ogloszenia.
| Na moje ogloszenie zglosilo sie ponad 40 osob jednak sensowna rozmowe
| uwienczona sukcesem udalo mi sie przeprowadzic z piecioma!
| Ludzie, co sie dzieje? Wydaje mi sie, ze wiekszosc poszukuje tu jakiegos
| dorobienia na boku, zupelnie za zaznaczajac wlasnie tego. A jak ktos ma
dla
| nich prace, to okazuje sie ze:

[ciach]


Wyświetl więcej odpowiedzi



Temat: zolta kartka


Adam Spaleny wrote:
On Sat, 11 Dec 1999 18:22:11 GMT, "janijank" <janij@rfirko4.com.pl
wrote:

| Zolta kartka "Dziennikarskiej Hieny Roku"  za hit dziennkarski
| pokegajacy na  zblizeniach kamery do ludzkich szczatkow, pokazywania
| wykrzywionej twarzy czlowieka w rozpaczy z powodow osobistych, ktorego
| nikt nie pyta, czy chce ja pokazac milionom widzow, za instrumentalne
| wykorzystywanie dzieci w rozmowach, ktore maja napedzac sluchalnosc.
| To sie nazywa pogwalceniem etyki zawodowej . A dokonal tego skad inad
| zdolny dziennikarz, ktoremu nikt nie powiedzial, ze istnieje cos
| takiego, jak etyka zawodowa.
Sorry, ze zadam pytanie retoryczne: A kto mial go nauczyc tejze etyki?
E. Miszczak????
a.


A kto tu na tej liscie i kto w ogole w tej branzy ustala te tak zwana
ETYKE? Jest jakas jedynie obowiazujaca? Ja akrat daleki jestem od
relatywizowania wszystkiego, ale dziennikarze to sa po prostu hieny jesli
juz ktos tu uzyl tego okreslenia bo to ich zawod.Na tym wlasnie polega. Na
co tu sie wsciekac? Jak sa spalone trupy w wypadku to kto sluzbowo jedzie
je wachac? Policjant, strazak, patolog, przedsiebiorca pogrzebowy i
dziennikarz. I tylko ten ostat wydaje sie innym zbedny wiec zawsze obrywa.
I jego etyczne lub nie postepowania sa szeroko komentowane i ludzie sie
oficjanie brzydza i krzywia a nastepnie z wypiekami masowo ogladaja
mordercow placzacych w wiezieniach, placzace male dzieci bez raczek lub
nozek i inne takie. Czy Wy myslicie ze Wrona nic w domu nie robi tylko
mysli gdzie na jutro do programu znalezc krew pot i sperme? Jest do tego
przymuszony presja, ktora de facto jest presja spoleczenstwa. W roznych
latach rozne speczenstwa roznie traktowaly rozne przejawy ludzkiego
charakeru. Zabijanie malych dzieci w ofiarach dla bogow dzis byloby razacym
barbazynstwem ale u Inkow wcale tego tak nie traktowano. Etyka mediow ta
faktyczna a nie ta napisana przez medrcow w gabinetach jest odbiciem tej
ktora "rzadzi" w danym kraju w danym czasie.I bez wzgledu jakie przyklady
chamstwa i glupoty dziennikarzy tu przytoczycie i jakie ja jeszcze gorsze
tu sobie przypomne to i tak ta etyka ldzi mediow jest na znacznie wyzszym
poziomie niz zwyklych ludzi. I media nie ogupiaja i nie rownaja w dol tylko
ciagle jeszcze przynajmniej u nas ciagna w gore. Ale za daleko od ludzkich
serc umyslow i sumien odejsc nie moga bo beda niewiarygodne i nieogladane (
niesluchane ) to znaczy ich nie bedzie. I jak zwykle broniac ludzi o
ktorych motywacjach zazwyczaj nikt z nas za wiele nie wie dodam, ze ja
wielu rzeczy ktore rbi Wrona tak bym nie pokazal, wielu tak bym nie
splycil, ale wiem ze tworzenie takiego programu to wielka sztuka i wielki
stres i jestem pelen uznania dla jego kunsztu. To On koresponduje z ludzka
swiadomoscia, on wplwa na ludzkie umysly ale i one wplywaja bezposrednio na
ksztalt jego programow. I to on duzo bardziej zasluguje na nagrody niz
wiele osob tak zwanych dziennikarzy ze srodowiskowych redakcji dla elit. A
Rada Etyki Mediow niech dalej siedzi w swoim zamknietym swiecie. pozdrawiam
QbatZet

Wyświetl więcej odpowiedzi



Temat: Gazeta Polska


Maksymilian Wrzesinski wrote:
    12 Mar 97 06:26, Grzegorz Staniak wrote to All:

 | Bylbym bardzo zobowiazany za podanie przykladow kiedy w Gazecie
 | Polskiej podano nieoprawdziwe informacje -- skoro podnosi sie taki
 GSTaki drobiazg, ale znamienny: po pierwszej walce Goloty z Bowem
 GSnotatka w GP powiadomila czytelnikow, ze nie tylko polski lobuz

    Bynajmniej nie uwazam, aby GP miala swojego korespondenta w okolicach
toczacego sie pojedynku, ani tez, ze celowo oczernila naszego lobuza.
Dezinformacja wynikajaca z przekazyania pospiesznych (czy wrecz plotkarskich)
relacji pewnych zdarzen, nie implikuje intencjonalnego przekrecania faktow.


Sprostowania nie widzialem. Tez nie uwazam, zeby akurat w tym
przypadku byla to intencjonalna dezinformacja, ale - jesli sie
ktos sypnal, powinien sprostowac.


 GSNie mam w tej chwili GP pod reka, ale moge znalezc jeszcze kilka
 GSpodobnych rzeczy. Moj ojciec niestety czytuje to regularnie

    Moj ojciec przyswaja co wieczor Express Wieczorny tlumaczac sie prostota
tej gazety i papkowatoscia tresci. Jest to gazeta wybitnie podpoziomowa jesli
chodzi o poziom komentatorski i rownie niefrasobliwa co do informacji
dziennikarskich (czesto zdarza sie, ze informacje z dnia poprzedniego sa
przetwarzane i przedstawiane w zupelnie inny sposob, bez slowa wyjasnienia ze
strony autorow). Mam jednak nadzieje, ze Twoje zdanie o GP nie jest az tak
dalece nieprzychylne.


Nie do konca, chociaz monotonia pogladow i niefrasobliwosc w ich
prezentowaniu sa po pierwsze nuzace, po drugie nie sprzyjaja
wyrobieniu sobie przez czytelnika wlasnego zdania o omawianych
wydarzeniach. GP ocenia wydarzenia programowo w jeden sposob,
nie oddziela swojego komentarza od komentowanej wiadomosci,
nie dopuszcza odmiennych opinii. Czyli, niezaleznie od czasem
niezlej merytorycznej wartosci materialow, uprawia bardziej
propagande niz dziennikarstwo.


 GSo nich dobrze. Nie po to w koncu kupuje gazete, zeby dowiedziec
 GSsie jakie poglady polityczne ma redakcja.

    To stwierdzenie przypomina mi toczaca sie obecnie (i w zasadzie odwieczna i
tradycyjna juz) dyskusje n/t wychowania seksualnego w szkolach. Sprowadzila sie
ona ostatanio do kwesti "czy ilosc gwaltow wzroscie, czy zmaleje, jesli dzieci
dowiedza sie ze globulek nie stosuje sie doustnie?"

    Mimo wszystko dobrze jest wiedziec, czy facet ktory dobrze pisze o
zlodziejach, nie jest przypadkiem ich starym kumplem. Choc oczywiscie moglbys
powiedziec, ze nie po to dzieci chodza do szkoly, zeby sluchac o sposobach
prokreacji.


Hm, moim skromnym zdaniem rowniez po to. Ale, wracajac do GP -
nie istnieje gazeta bez linii politycznej czy chocby
swiatopogladowej, ale ta linia nie powinna byc wciskana
czytelnikom jako _bezstronna informacja_. To po prostu
dobre obyczaje i etyka zawodowa. Mozna dawac oddzielone
od informacji komentarze, mozna odpowiednio dobierac
artykuly, felietony, wstepniaki, powinno sie tez dawac
miejsce na dyskusje z odmiennymi pogladami i zamieszczac
sprostowania. Redaktorzy GP chyba jednak sadza, ze jest
to ponad nich, skoro i tak reprezentuja jedynie sluszne
poglady.


    [mcs]


--
Grzegorz Staniak                - a freelance at large
<gstan@golem.umcs.lublin.pl

Wyświetl więcej odpowiedzi



Temat: Mróza konstrukcja dachu

Ja mam drewno impregnowane cisnieniowo, akurat z jednego z wiekszych
tartakow w polsce, robia z tego drewna meble ogrodowe, domki i tak
dalej. I takie rozwiazanie polecam.
S.


Przez przypadek ogladalem jakis film reklamowy tego jednego z wiekszych
tartakow w Polsce.
 I na podstwie tego co widzialem, co, jak i z czego oni to robia oraz swojej
wiedzy, takiego rozwiazania jak Ty polecasz, ja NIE polecam.
 Pisalem wczesniej, ze drewmo impregnowane, uzywane do budowy roznych deckow,
mebli ogrodowych, schodow zewnetrznych a nawet (o dziwo) roznych hustawek dla
dzieci, instalowanych w ogrodku, nie nadaje sie do uzytku wewnetrznego jakim
jest wiezba dachowa konstrukcji drewnianych, w ktorych mieszkaja ludzie.
 Drewno to jest nasycane bardzo silnymi truciznami, przy ktorych trutka na
szczury to male piwo.
 Tu w Hameryce jest to wyraznie i bez zadnych tajemnic opisywane, sa specjalne
restrykcyjnie przestrzegane przepisy zabraniajace stosowanie tego drewna
wewnatrz budynkow. Po prostu ono pracuje; nie jest pokryte jakas szczelana
powloka lecz w calej objetosci nasycone, zatem podlega wszelkim dzialaniom
wody, temperatury, nawilgaca sie noca, wysycha itp. identycznie jak drewno nie
impregnowane. Przepisy sa restrykcyjne do tego stopnia, ze zaden jego
sprzedawca czy pracownik nie oderznie Ci nawet kawalka takiego drewna (bo ci
sie w calosci do samochodu nie miesci), co sam przerabialem. Nawet o zadnym
napiwku, nie mowiac juz o lapowce, pracownik obslugujacy w sklepie pile, nie
chce slyszec. Kupilem raz deche 10 stopowa i musialem ja wystawic przez szybe
bo mi sie nie miescila w aucie a potrzebowalem tylko polowe tej dechy.
Wlasciciel tego tartaku, o ktorym piszesz, sprowadzil cala linie produkcyjna i
impregnuje to drewno na wzor amerykanski i bardzo skutecznymi, chroniacymi go
przed gniciem i srutowaniem przez robactwo, srodkami.  Niestety, one, te
trucizny w czasie zarowno moczenia woda deszczowa, nagrzewania, chlodzenia,
wysychania, normalnie ulatniaja sie z drewna, czlowiek to wdycha i nie od razu
lecz czesto nawet po kilku latach staje sie pacjentem szpitali. A te zanim
pacjent zejdzie, potrafia wyciagnac z niego wszystkie pieniadze; lecza go do
czasu gdy ma czym placic. Do tego dojdzie zapewne, o ile juz tak nie jest,
rowniez u nas.
 Twoje zdrowie, Twoja sprawa ale zeby jeszcze innych do tego namawiac, to moja
etyka zawodowa czy jak ja tam nazwac, na to nie pozwala. Zatem wybacz za moze
zbyt ostry sprzeciw Twojego "rozwiazania". Siedzac na krzesle w ogrodzie czy
hustajac sie na gustownej hustawce, robisz to na wolnym powietrzu i to raz,
gora dwa w roku, np. na swoich imieninach... I to nie jest grozne.
Meble te kupuje sie zazwyczaj po to, aby sasiada i znajomych szlag trafial, ze
Ci sie powodzi lepiej niz jemu. Sprzyja temu czesto przerazliwie wysoka cena
tych wyrobow; sadze, ze naszego pana Kowalskiego jeszcze dlugo, a moze wcale,
nie bedzie na nie stac.
 Pzdr.

Natomiast mieszkac w domu z ktorego strych przez lata cale bedzie splywac na
salony czy wiuchac powietrze ze zwiazkami arsenu

Wyświetl więcej odpowiedzi



Temat: Ile za zmiane projektu


  I to jest smutne. Wymysla sobie czlowiek dom, wie czego chce, czasem nawet
bardzo dokladnie,
idzie do jasnie pana architekta, placi mu kupe kasy za przerysowanie tego
zgodnie z PN, a pozniej
jak chec sobie przesunac okno to jasnie pan architekt zaczyna p** o prawach
autorskich.
Najwyzszy czas uswiadomic architektom ze to nie inwestor jest dla architekta
tylko architekt dla inwestora.
To jest taki sam robotnik jak ten co muruje sciane. Dostaje kase i ma zrobic co
mu sie kaze.

JT.


nie chcialbym urazic pana JT, ale mam wrazenie ze ma dosc slabe pojecie o procesie
projektowym i roli architekta. P... o prawach autorskich jest po to zeby klient nie
dzialal na wlasna szkode -przesuniecie czy zamurowanie okna czasem jest
bezsensowne, czasem niemozliwe, a zawsze jest ingerencja w zamknieta i skonczona
calosc jaka powinien byc projekt architektoniczny zrobiony zgodnie z zasadami
sztuki. Metafora o robotniku jest o tyle interesujaca, ze niestety jest calkiem
sporo architektow tak wlasnie myslacych -i w ten sposob powstaja architektoniczne
koszmarki, ktore zapaskudzaja otoczenie, i w ktorych (zeby bylo smieszniej) nie
bardzo daje sie mieszkac. No bo skoro klient (wychowany na schodach z  Dynastii  i
 gargamelach  podwarszawskich) tak dokladnie wie o co mu chodzi i placi kase za
narysowanie domu zgodnie z jego gustem...
W rzeczywistosci metafora jest sensowna -jesli zleca sie robotnikowi wymurowanie
sciany, zaklada sie ze zrobi to zgodnie z zasadami sztuki, z dobrego materialu,
sciana bedzie prosta i nie rozpadnie sie od kopniecia. Jesli taki robotnik bedzie
mial nad glowa 'inwestora' ktory (nie majac pojecia o murarce) bedzie kwestionowal
kierunek ulozenia cegiel, grubosc zaprawy czy sensownosc uzycia pionu i wasserwagi,
skutki beda latwe do przewidzenia. Otoz dobry architekt dziala wlasnie tak -klient
zyczy sobie projekt domu, wiec po rozpoznaniu jego potrzeb i zyczen rysuje mu sie
dom -zgodnie z zasadami sztuki, to znaczy mozliwie tani, mozliwie ladny, sensowny
konstrukcyjnie, dopasowany do otoczenia, do zasad ergonomii, do obowiazujacych
przepisow i oczywiscie zgodny ze zdrowym rozsadkiem. Klient nie musi sie na tym
znac. Jezeli nagle klient dochodzi do wniosku, ze lepiej wie od architekta, co jest
'ladne' (to jeszcze pol biedy...) czy ergonomiczne, to prawa autorskie sa ostatnia
deska ratunku przed samobojczymi decyzjami klienta. Mam nadzieje ze pogarda p. JT
dla architektow wynika po prostu z niewiedzy (a moze kontaktow z jakimis
'artystami', ktorym kreatywnosc rzucila sie na mozg -tacy tez sie zdarzaja).
Oczywiscie nie podejrzewam ze pan JT czujac sie wlascicielem 'kasy' uwaza, ze z
faktu ze placi wynika ze moze kupic sobie wszystko -lacznie z etyka zawodowa i
wrazliwoscia estetyczna projektanta...

                           jhh (Jacek H. Herman)
 

Wyświetl więcej odpowiedzi



Temat: Ile za zmiane projektu

Jaroslaw Tabor napisał(a) w wiadomości: <3819567B.C53F8@srv.pl...

Wszyscy z ktorymi rozmawialem "poprawiali" dom w trakcie budowy. Obok mnie
buduje
dom architekt. Z rozmow z robotnikami wynika ze koncepcje ustawienia scian
zmieniaja
mu sie dosc czesto, co skutkuje rozbieraniem i budowaniem ich ponownie w


innym miejscu.

...jak w tej bajce o szewcu, który chcąc mieć najpiękniejsze tak kombinował,
że w efekcie łaził bez butów! Zdarza się a morał z tego taki, że tworzenie
jest procesem ciągłym. Osobiście nie znam architekta, który w pełni byłby
zadowolony ze swego dzieła.


Dom ktory istnieje tylko na papierze to cos mocno odmiennego
od tego co stoi fizycznie.Czasem dopiero w czasie budowy mozna sie
przekonac ze nie ma
jak
ustawic nadproza, albo np. komin przechodzi przez srodek okna


a nie pokombinowałeś Pan czegoś na etapie realizacji?


To normalne ze kazdy tworca strzeze swojego dziela. Ale nie mozna popadac w


paranoje.

Znaczy: artycha zaprojektował pomnik dla np. miasta Krakowa. Miasto pełne
zachwytu rzecz kupiło, po czym gdy doszło do realizacji, nastąpiła zmiana
uchwały ws pomnika. Podjęto decyzję, wszak czasy się zmieniają, że pomnik i
owszem z tym, że teraz będzie dużo lepiej gdy się go postawi do góry nogami!
Co z paranoją? :))


Sprzedajac towar decydujemy sie ze nabywca staje sie jego wlascicielem i
moze zrobic z
nim co zechece.


...oczywiście pod warunkiem jednak, że go już zrealizuje, odda do
użytkowania i... stwierdzi: -a teraz zrobimy po mojemu!(mowa o towarze jakim
jest projekt domu)!


Zreszta tu tak na prawde nie chodzi o zadne prawa autorskie. Tylko i


wylacznie o kase.

...a Architektura rozumiana jako dobro wspólne (cyt. z par.5 statutu SARP),
nie mówiąc już o dziedzictwie kulturowym i tego typu dyrdymałach to tylko
bluff, nie?! ;)


Jak rozmawialem z jednym architektem to powiedzial: jak klient placi to
moge mu zrobic
nawet fontanne na suficie.
Moj architekt byl gotow wprowadzic do projektu WSZYSTKIE zmiany jakie
wymyslalismy,
do czasu dopuki nie wzial pieniedzy. Potem nagle ogarnela go totalna


niemoznosc.

i co? masz fontannę na suficie?!


Kiedys nie bylo obowiazku zatwierdzania projektow, jak ktos potrafil to
budowal sobie
dom.Jak robil to bardzo dobrze to inni mu zlecali. I tak powstalo sporo
budowli ktore
przetrwaly
setki a nawet tysiace lat, i staly sie wzorem dla przyszlych pokolen.


...trochęś Pan uprościł historię procesów inwestycyjnych, myślę! :))))


Gargamele i pseudorezydencje, to wylacznie tworczosc wspolczesnych


architektow.

...no pewnie! A dodatkowo obowiązek budowania takich koszmarków wynikał
wpros z zapisów w miejscowyxch planach zabudowy na które ani Inwestor ani
Architekt nic nie mogli poradzić, he,he! ;)))


W koncu teraz nie wolno samemu zrobic sobie projeku ?


wolno! Teraz to już wolno wrzystko co nie jest zabronione prawem. Taki
projekt oczywiście możesz zrobić, wręcz zachęcam do tego z tym, że poźniej
by stał się PRAWEM musi zostać spełnione kilka warunków!


A z drugiej strony, to jak ja chece miec brzydki dom, to jest moja sprawa,


zakladam, że masz swoją wyspę i najbliższe otoczenie po horozyzont to woda!


 Niestety, nie czuje sie wlascicielem kasy. Etyka zawodowa i wrazliwosc
estetyczna
projektanta nie jest mi
absolutnie potrzebna i nie zamierzam jej kupowac.


...bo tego się chyba nie da kupić!

 Mi jest potrzebny dom. Ja pracuje po


16 godzin, czesto i w soboty po to zeby miec wlasny kawalek podlogi. I jak
kilka
miesiecy mojej pracy idzie na to zeby architekt
w ciagu miesiaca zrobil mi indywidualny projekt, to chce czuc sie jego
wlascicielem. I
jak mi przyjdzie kiedys ochota zeby zamiast terakoty polozyc sobie klepke
(czyli znowu
zmienic projekt jasnie pana architekta) to nie chcialbym zeby architekt sie
do tego
wtracal.


...dobry Architekt nie sądzę by ci w czymkolwiek chciał przeszkadzać wręcz
przeciwnie, myślę, że z chęcią udzieliby ci kilku wskazówek na etapie
wykończenia wnętrz tak by w efekcie dom prezentował się godnie w całości a
Ty był zadowolony.

arch MJ

Wyświetl więcej odpowiedzi



Temat: okablowanie domu
Cześc Zbychu

Dzieki za odpowiedz. Jeżeli uraziły Cię moje ogólne sugestje dotyczące
wyboru instalatorów to sorka.
Wydaje mi się iż sam rozpisywałeś się na temat elektryków którzy robią
"instalacje na czuja lub w standardzie takim jak wszędzie".
Moim zdaniem w każdej grupie zawodowej znajdziesz takich monterów. Sugestje
dotyczące sprawdzenia przez klientów stosownych uprawnień instalatorów są
jak najbardziej na miejscu i nie dotyczą personalnie Ciebie - nie znamy się
przecież. Może kiedyś spotkamy się na piwie w celu wymiany poglądów na temat
fachowców .
Co do tych lampek które są montowane przez wszystkich i jest ok to niestety
nie masz racji - po co montowac klientowi coś co może zagrozic jego życiu.
Wiem iż wielu instalatorów tak robi. Jest to chyba nie zgodne z etyką
zawodową .To przecież fachowcy powinni zwracac klientom uwagę na zagrożenia
a nie utwierdzac ich w przekonaniu że będzie dobrze jak jest żle. Myślę że
sam nie montujesz klientom systemu alarmowego który jest tylko atrapą . Ma
on spełniac określone funkcje i byc bezpieczny.Tak samo jest ze światełkami
i innymi "cudami" np. INSTABUS lub POWERNET w elektryce.Co do kabli to
naprawdę nie znam hurtowni elektrotechnicznej w której by mylono kable z
przewodami .Należy jedynie uświadomic inwestora co ma kupic lub za co
zapłacic.Dodatkowo należy sprawdzic na jakie napięcie są kable w sprzedaży
gdzyż wielu sprzedawców jedynie interesuje obrót a nie zastosowanie w
instalacjach u klienta .W Warszawei jest  kilka sieci sprzedaży kabli :
El-centrum, Elektra, Bychowo, I-center etc.
Jeżeli to kogoś interesuje znajdzie to w ogłoszeniach .Jeżeli nie to niech
poda adres - podeślę mu kilka namiarów z jego okolic w Warszawie.
Pozdrawiam
Edward


Cześć Edwardzie.

 Dziękuję za pouczenie, ale Twoje złośliwe uwagi są zbędne. Znam treść PN
i
na zajęcia z elektrotechniki uczęszczałem.
Co byś nie pisał to prawda jest taka, że niemalże wszyscy stosują tego
typu
lampki w podbitkach!  Jak ktoś jest na tyle głupi, że wymienia żarówkę
przy
włączonym oświetleniu, to już nic mu nie pomoże (nawet oprawa IP67).
 Odnośnie kabli ziemnych, to nie każda hurtownia je sprzedaje skoro są
pytania, gdzie konkretnie je kupić. Tu właśnie tkwi problem, gdyby kable
były w hurtowniach, to może byłyby powszechnie stosowane.

| "Zarówno elektryk jak i inny fachowiec wykonujący roboty budowlane
powinien
przed klientem wyligitymowac się stosownymi uprawnieniami budowlanymi..."<

A co ma piernik do wiatraka ? Fachowcy z wszelkimi uprawnieniami też
popełniają błędy, a także świadomie robią wbrew PN.

| "A tak z Twojego podwórka to proponuję dobrze się zastanowic na
celowością
montażu czujek PIR na wprost okna . Z zasady działania tego czujnika jasno
wynika iż takie usytuowanie czujki PIR zmniejsza jej skutecznośc pracy.
Piszą o tym w wielu periodykach i nie tylko. Proponuję poczytac Ochronę
Mienia"<

Nie doczytałeś, albo nie zrozumiałeś.

Napisałem:
"    - kable do czujek w pomieszczeniach staraj się umieszczać tak, aby
później czujek nie zasłoniły meble, a także np. otwierające się okno czy
drzwi (najlepiej w rogu pomieszczenia na przeciwko okien)"

Lokalizacja czujki w rogu pomieszczenia jest dość uniwersalna. Człowiek,
który robi instalacje i nie bardzo ma pojęcie o tym jak to zrobić, lepiej
jak umieści kabel w rogu pomieszczenia na przeciwko okien,  niż nie mając
pojęcia o tym umieści go w innym miejscu.

Znam też ciekawsze pisma niż "Ochrona Mienia" i stale je czytam.

Mam również odpowiednie kwalifikacje i doświadczenie w tym co robię, a Ty
drogi Edwardzie krytykując innych zastanów się jaki cel chciałbyś
osiągnąć.
Krytyka jest potrzebna każdemu, ale może przy okazji pomożesz innym i
wypowiesz się na poruszany temat zamiast tylko obrażać innych.

Pozdrawiam

Zbych


Wyświetl więcej odpowiedzi



Strona 3 z 4 • Znaleźliśmy 187 wypowiedzi • 1, 2, 3, 4